|
wtorek, 03 stycznia 2012
Stresujący meeting online
Odbyła się dziś pierwsza sesja terapeutyczna na skypie. Byłam nieznośna przez większość spotkania, ale w moim odczuciu to terapeuta zaczął - sprowokował mnie, po tym jak NIECHCĄCY nadepnęłam mu na odcisk. Powtórzył parę razy, że jestem agresywna. Nie mogłam zrozumieć, gdzie on u mnie widzi agresję (ja się tylko broniłam), aż posłuchałam tonu swojego głosu. No faktycznie można go było uznać za agresywny. Pytał, o co naprawdę jestem na niego zła. I w końcu powiedziałam mu coś, co mnie gryzło od dwóch tygodni. Atmosfera się oczyściła i rozstaliśmy się w zgodzie. Muszę uważać na przynajmniej 2 czułe punkty mojego terapeuty:
Te dwie sytuacje wściekają go na maksa, a ja nie rozumiem czemu. Dla mnie są neutralne. Ale może się mylę (źle zostałam wychowana) i naprawdę jest coś w nich irytującego?
sobota, 24 grudnia 2011
Wesołych Świąt
Spokojnych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia Wam życzę :) Jestem już u rodziców. Żywa choinka ozdabia dom, pachnie świątecznymi wypiekami, a mama właśnie robi imieninowy tort.
czwartek, 22 grudnia 2011
Smutek we dwoje
Terapeuta "kazał" mi rysować, więc trochę popracowałam. Nie umiem malować postaci, zawsze wyglądają trochę sztucznie.
środa, 21 grudnia 2011
Niech dobro zwycięża
Okropnie się czuję od wczoraj, po terapii. Terapeuta przekazał mi złe wieści. Sytuacja ośrodka, w którym się leczę, wygląda tragicznie, dostał mało pieniędzy z nfz na następny rok, stracił część pracowników i sam musi przejąć ich obowiązki. W związku z tym nie będzie mógł się ze mną spotykać tak jak zwykle. Pozostają godziny późno-wieczorne (kiedy będzie już bardzo zmęczony), ale ja nie nie mam takiego połączenia pkp czy pks, więc zaproponował mi skype'a. Skype ma swoje zalety - nie muszę połowy dnia spędzać w podróży, oszczędzam na kosztach dojazdu (ok 40 zł tygodniowo), ale w takiej formie spotkań trudniej złapać prawdziwy kontakt emocjonalny i uzyskać wsparcie, jest w tym jakaś sztuczność i bolesne uczucie dystansu. To wszystko generuje mi uczucie straty, mam wrażenie, że rozpada się mój świat, z przerażeniem myślę o przyszłości - co będzie jak terapeuta po jakimś czasie powie, że nawet skype'a nie może mi już zaoferować? Wspomniał mi, że w ośrodku będzie pracował za darmo, dorabia sobie w innym miejscu. Komu by się chciało pracować za darmo? Terapia jest dla mnie bardzo ważna, mam wrażenie, że dzięki niej trzymam formę, lepiej funkcjonuję niż inne osoby z diagnozą schizofrenii, stymuluje mnie i chroni przed degeneracją. Bez niej byłabym cieniem człowieka, choroba postępowałaby bardzo szybko, w dodatku nie miałabym motywacji do leczenia farmakologicznego. Nie mogę naliczyć, ile razy świadomość istnienia przy mnie człowieka, który mnie wspiera, rozumie, akceptuje, słucha bez oceniania, uchroniła mnie przed krokiem w kierunku śmierci samobójczej. Co się ze mną dalej stanie? Czy przetrwam w tym świecie?
wtorek, 06 grudnia 2011
Ku dorosłości
Prawie tydzień temu, w czwartek wyprowadziłam się od rodziców. Mam dość odgrywania roli dorosłego dziecka i nieustannej kontroli z ich strony. Na początku było ciężko, nawet bardzo ciężko, nie mogłam się odnaleźć i przyzwyczaić do nowej sytuacji. Nagle spadła na mnie masa obowiązków - sprzątanie, zmywanie, zakupy, opłaty - z którymi nie umiałam sobie poradzić. U rodziców nie robiłam nic - wszystko miałam podane, posprzątane, pozmywane. Płaciłam jednak za to wysoką cenę - utratę wolności, niezależności, brak prawa do podejmowania samodzielnych decyzji. Przez pierwsze dni ta nagła fizyczna samotność mnie bardzo przytłaczała. Kontaktowałam się 2 razy na skypie z terapeutą, drugi raz sam zaproponował. Jak zwykle był przy mnie, gdy go potrzebowałam. Podobała mu się moja decyzja, ale rozumiał, jakie to dla mnie trudne. Pomógł mi przetrwać najgorszy czas. Teraz jest jakby lżej. Powoli zaczynam się cieszyć powrotem do dorosłości. Mam swoje sprawy, swoje życie i fajnie mi z tym. Szczególnie dzisiaj dobrze się czuję, bo miałam ciekawą i poruszającą terapię. Odreagowałam część emocji, wygadałam się, uzyskałam wsparcie...
środa, 30 listopada 2011
Kolejne rozstanie z psychiatrą
Po raz ostatni spotkałam się z moim lekarzem prowadzącym. Doktor odchodzi z ośrodka, w którym się leczę. Opowiedziałam jej o moim kryzysie i o tym, że sama zwiększyłam sobie dawkę solianu na 2 tygodnie. Nie skomentowała tego mojego samowolnego uczynku, ale pokiwała głową i zadała kilka pytań - do jakiej dawki podniosłam lek i jak szybko zaobserwoałam poprawę. Poprosiłam ją o zmianę solianu na ketrel, ale wstydziłam się powiedzieć, o co naprawdę mi chodzi - dlaczego solian nie spełnia moich oczekiwań. Kręciłam się w kółko udzielając niejasnych odpowiedzi. A chodziło o libido, które na solianie jest niemal zerowe, a na ketrelu w normie. Doktor była zaniepokojona moją chęcią zmiany leku, tym bardziej że nie będzie już mogła monitorować efektów, i zadawała mi w kółko pytania, dlaczego akurat teraz, po niedawnym kryzysie. Jest też psychoterapeutą i czułam, że oczekuje ode mnie odpowiedzi na poziomie psychodynamicznym. Nie umiałam jej na to pytanie odpowiedzieć i w końcu stwierdziłam, że ten moment jest tak samo dobry jak każdy inny, więc mogę z tym zaczekać. Po wyjściu z gabinetu pomyśłałam jednak, że ja o jej odejściu wiedziałam już kilka tygodni wcześniej od mojego terapeuty. Poczułam się porzucona, opuszczona i w dodatku nie mam żadnej możliwości wpływu na tę sytuację. Chciałam więc zyskać jakąś kontrolę, może też przeciąć więzi, które nas ze sobą połączyły. Zmieniam lekarza i zmieniam lek - nie zostaje nic po naszej relacji, zadne wspomnienie. Terapia
Wczorajsza terapia przebiegła w miłej atmosferze. Byłam z terapeutą tak szczera jak jeszcze nigdy. Obdarzyłam go najgłębszym zaufaniem, na jakie mnie stać. Zasłużył na nie. Podejmowaliśmy trudne tematy, oczywiście z mojej inicjatywy. Nareszcie zaczynam wszystko rozumieć. Przypominają mi się wydarzenia z liceum i późniejsze i teraz wiem, dlaczego zachowywałam się tak a nie inaczej. Poznaję siebie na nowo. Daje mi to uczucie większej kontroli nad swoim życiem, możliwość zapanowania nad nim, wprowadzenia stopniowych zmian. Te zmiany już widać. Zaczęłam poświęcać dużo czasu zajęciom, które lubię - rysowaniu, czytaniu, oglądaniu filmów. Życie stało się bardziej sensowne. Trudno mi teraz pisać o mojej terapii, bo sprawy, które na niej poruszam, są natury bardzo osobistej, wręcz intymnej.
środa, 23 listopada 2011
Połączenie rozsypanych puzzli mojego "ja"
Już się uspokoiło. Brałam przez ostatnie 2 tygodnie 400 mg solianu, czyli podniosłam dawkę o 200mg. Pomogło. Urojenia mam już tylko szczątkowe, choć nadal nie jestem pewna, czy Z-1 istnieje, czy jest tylko w mojej głowie. Raczej czuję, że oni nadal są, ale dali mi spokój na jakiś czas, prawie przestali mnie śledzić i obserwować, nie wysyłają już myśli, które mnie zniewalają. Odzyskałam kontrolę nad własnym życiem.
niedziela, 06 listopada 2011
W jednej drużynie z moim psychoterapeutą
Tak sobie myślę. Kawał czasu znamy się z terapeutą, ponad 10 lat. Choć zmieniam psychiatrów jak rękawiczki i ciągle mi się coś w nich nie podoba, psychoterapeutę wybierałam tylko raz i pozostałam mu "wierna". Co jest w nim takiego szczególnego, co mnie przy nim trzyma? Hmm... Jest na pewno specyficznym terapeutą, nietypowym, "nieksiążkowym". Chyba najbardziej istotnym powodem jest to, że jest tak cholernie autentyczny uczuciowo. Jak jest zły, to można poczuć jego złość (aż ściany drżą ;)), jak śmieje się to całym sobą, jak chwali, to wiadomo, że szczerze, jak ma problemy, to przyznaje, że jest nie w formie, jak jest senny, bo mało spał w nocy, to oczy mu się zamykają na sesji, z czym walczy. Kiedyś czytałam, chyba u Lainga, że osoby chore na schizofrenię są strasznie wyczulone na brak autentyczności u innych ludzi. Gdy jakaś osoba co innego mówi, a co innego pokazuje niewerbalnie (a każdego ciało zdradza), budzi to w nich duży dyskomfort. I w sumie ja to potwierdzam. Jednak czasem przez tę autentyczność terapeuty ostro się kłócimy. On w takich sytuacjach okazuje złość, ale pozostaje nadal taktowny, ja niestety rzucam słowami, których potem żałuję. I tu kolejna jego cecha - nie chowa urazy, dąży do zgody, jest tolerancyjny i wyrozumiały. Żyje według zasady: "najpierw jestem człowiekiem, potem psychologiem", co sprawia, że np. z powodu troski o pacjenta nie potrafi przerwać sesji w trudnym momencie i powiedzieć: "czas minął". Dlatego bycie w terapii u niego oznacza, że spotkanie może się odbyć punktualnie albo nawet pół godziny po czasie. Pozwala dzwonić swoim pacjentom do niego pomiędzy sesjami, gdy coś niedobrego się dzieje. Nie zawsze ma czas, żeby rozmawiać, ale znajduje go potem. Choć czasem wydaje się tak pewny siebie, że niemal narcystyczny, potrafi żartować sam z siebie i robi to bardzo często. Jest silną, charyzmatyczną osobowością, trudno się nie liczyć z jego zdaniem.
sobota, 05 listopada 2011
Opamiętanie
Głupia jestem. Dla terapeuty jestem tak samo ważna jak inni pacjenci. Znowu sobie wmówiłam nieprawdę i przejęłam się tym. Terapeuta nie przełożył mi spotkania na inny dzień w tym tygodniu, bo go o to nie poprosiłam wystarczająco wcześnie. Proste. Męczę go swoją zazdrością, że aż traci cierpliwość. Wciąż na nowo musi mi udowadniać, że nie jest wielbłądem. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że nie robię tego celowo, to uczucie mnie ogarnia i staję się bezradna. Nie wiem, czy to jest część mojej choroby, czy może przyczyna. W sumie jak dobrze się czuję, to inni pacjenci terapeuty są mi obojętni albo traktuję ich z przymrużeniem oka, żartuję sobie z własnej lekkiej zazdrości. Ale jak jestem osłabiona psychicznie przez jakieś stresy życiowe, to daję się pochłonąć temu uczuciu i tracę rozum. To tyle o tym. Sprawa jest chyba zamknięta. |
Archiwum
Zakładki:
Ebooki Audiobooki Książki:
Moje strony:
GG (jestem zawsze "niewidoczna")
|