Kategorie: Wszystkie | Farmakoterapia | Psychoterapia | Sny
RSS
wtorek, 03 stycznia 2012
Stresujący meeting online

Odbyła się dziś pierwsza sesja terapeutyczna na skypie. Byłam nieznośna przez większość spotkania, ale w moim odczuciu to terapeuta zaczął - sprowokował mnie, po tym jak NIECHCĄCY nadepnęłam mu na odcisk. Powtórzył parę razy, że jestem agresywna. Nie mogłam zrozumieć, gdzie on u mnie widzi agresję (ja się tylko broniłam), aż posłuchałam tonu swojego głosu. No faktycznie można go było uznać za agresywny. Pytał, o co naprawdę jestem na niego zła. I w końcu powiedziałam mu coś, co mnie gryzło od dwóch tygodni. Atmosfera się oczyściła i rozstaliśmy się w zgodzie.

Ale jak zawsze po takich konfliktach coś niedobrego pozostaje...

Myślę, że terapeuta od jakiegoś czasu ma silne przeciwprzeniesienie na mnie (raz nawet to potwierdził w pewnej sytuacji, gdy go zapytałam) i w połączeniu z moim przeniesieniem robi się niezły cyrk. Czuję się jak w małżeństwie z wieloletnim stażem, gdzie kłótnie są na porządku dziennym. Kiedyś miał dla mnie więcej cierpliwości, teraz zdarza się, że ponoszą go emocje. Czasem nie widzi moich problemów, tylko swoje reakcje i to co ja mu zrobiłam złego. W pierwszych latach mojej terapii zachęcał mnie do wyrażania złości do niego, teraz nie umie jej pomieścić. Zrobił się taki kruchy i nadwrażliwy. Martwię się o niego.

Muszę uważać na przynajmniej 2 czułe punkty mojego terapeuty:

  1. Moja zazdrość o innych pacjentów.
  2. Moja niechęć do spędzania więcej niż 8 godzin poza domem, żeby się z nim spotkać lub z lekarzem z ośrodka i staranie się o odpowiednie godziny wizyt (PKP + MZK + piesze przemieszczanie się po mieście + czekanie + wizyta zajmuje mi w najlepszym wypadku 8 h).

Te dwie sytuacje wściekają go na maksa, a ja nie rozumiem czemu. Dla mnie są neutralne. Ale może się mylę (źle zostałam wychowana) i naprawdę jest coś w nich irytującego?

To, co napisałam to tylko moje zdanie, terapeuta może mieć inne, inaczej widzieć siebie i mnie. Ciekawa jestem, co by powiedział jakiś inny obserwator-terapeuta widząc nas w akcji (i reakcji). Hehe, może jesteśmy "małżeństwem z wieloletnim stażem" potrzebującym pomocy psychologicznej ;)

23:24, ewa-invis
Link Komentarze (2) »
sobota, 24 grudnia 2011
Wesołych Świąt

Spokojnych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia Wam życzę :)

Jestem już u rodziców. Żywa choinka ozdabia dom, pachnie świątecznymi wypiekami, a mama właśnie robi imieninowy tort.

08:49, ewa-invis
Link Komentarze (1) »
czwartek, 22 grudnia 2011
Smutek we dwoje

 

Terapeuta "kazał" mi rysować, więc trochę popracowałam. Nie umiem malować postaci, zawsze wyglądają trochę sztucznie.


14:17, ewa-invis
Link Komentarze (1) »
środa, 21 grudnia 2011
Niech dobro zwycięża

Okropnie się czuję od wczoraj, po terapii. Terapeuta przekazał mi złe wieści. Sytuacja ośrodka, w którym się leczę, wygląda tragicznie, dostał mało pieniędzy z nfz na następny rok, stracił część pracowników i sam musi przejąć ich obowiązki. W związku z tym nie będzie mógł się ze mną spotykać tak jak zwykle. Pozostają godziny późno-wieczorne (kiedy będzie już bardzo zmęczony), ale ja nie nie mam takiego połączenia pkp czy pks, więc zaproponował mi skype'a. Skype ma swoje zalety - nie muszę połowy dnia spędzać w podróży, oszczędzam na kosztach dojazdu (ok 40 zł tygodniowo), ale w takiej formie spotkań trudniej złapać prawdziwy kontakt emocjonalny i uzyskać wsparcie, jest w tym jakaś sztuczność i bolesne uczucie dystansu. To wszystko generuje mi uczucie straty, mam wrażenie, że rozpada się mój świat, z przerażeniem myślę o przyszłości - co będzie jak terapeuta po jakimś czasie powie, że nawet skype'a nie może mi już zaoferować? Wspomniał mi, że w ośrodku będzie pracował za darmo, dorabia sobie w innym miejscu. Komu by się chciało pracować za darmo? Terapia jest dla mnie bardzo ważna, mam wrażenie, że dzięki niej trzymam formę, lepiej funkcjonuję niż inne osoby z diagnozą schizofrenii, stymuluje mnie i chroni przed degeneracją. Bez niej byłabym cieniem człowieka, choroba postępowałaby bardzo szybko, w dodatku nie miałabym motywacji do leczenia farmakologicznego. Nie mogę naliczyć, ile razy świadomość istnienia przy mnie człowieka, który mnie wspiera, rozumie, akceptuje, słucha bez oceniania, uchroniła mnie przed krokiem w kierunku śmierci samobójczej. Co się ze mną dalej stanie? Czy przetrwam w tym świecie?

Jestem wściekła na pewną grupę ludzi, która przyczyniła się do moich i terapeuty kłopotów. Nie bardzo mogę o tym pisać, ale na miejscu terapeuty uwierzyłabym w tajną organizację Z-1 z moich urojeń. Kurcze, zawsze tak jest, że ludzie o dobrym sercu, uczciwi i ufni są wykorzystywani, prześladowani i szykanowani. Każda bajka zawiera ten motyw. Ale też każda bajka kończy się zwycięstwem dobra. Terapeuta jest bardzo dzielny w tym wszystkim, chyba wierzy w bajki i dobre zakończenia. Na 100% poradzi sobie, tak czy inaczej. Mnie nurtuje jednak tylko jeden problem - czy w jego świecie nadal będzie miejsce dla mnie...

11:25, ewa-invis
Link Komentarze (2) »
wtorek, 06 grudnia 2011
Ku dorosłości

Prawie tydzień temu, w czwartek wyprowadziłam się od rodziców. Mam dość odgrywania roli dorosłego dziecka i nieustannej kontroli z ich strony. Na początku było ciężko, nawet bardzo ciężko, nie mogłam się odnaleźć i przyzwyczaić do nowej sytuacji. Nagle spadła na mnie masa obowiązków - sprzątanie, zmywanie, zakupy, opłaty - z którymi nie umiałam sobie poradzić. U rodziców nie robiłam nic - wszystko miałam podane, posprzątane, pozmywane. Płaciłam jednak za to wysoką cenę - utratę wolności, niezależności, brak prawa do podejmowania samodzielnych decyzji. Przez pierwsze dni ta nagła fizyczna samotność mnie bardzo przytłaczała. Kontaktowałam się 2 razy na skypie z terapeutą, drugi raz sam zaproponował. Jak zwykle był przy mnie, gdy go potrzebowałam. Podobała mu się moja decyzja, ale rozumiał, jakie to dla mnie trudne. Pomógł mi przetrwać najgorszy czas. Teraz jest jakby lżej. Powoli zaczynam się cieszyć powrotem do dorosłości. Mam swoje sprawy, swoje życie i fajnie mi z tym. Szczególnie dzisiaj dobrze się czuję, bo miałam ciekawą i poruszającą terapię. Odreagowałam część emocji, wygadałam się, uzyskałam wsparcie...

22:08, ewa-invis
Link Komentarze (2) »
środa, 30 listopada 2011
Kolejne rozstanie z psychiatrą

Po raz ostatni spotkałam się z moim lekarzem prowadzącym. Doktor odchodzi z ośrodka, w którym się leczę. Opowiedziałam jej o moim kryzysie i o tym, że sama zwiększyłam sobie dawkę solianu na 2 tygodnie. Nie skomentowała tego mojego samowolnego uczynku, ale pokiwała głową i zadała kilka pytań - do jakiej dawki podniosłam lek i jak szybko zaobserwoałam poprawę. Poprosiłam ją o zmianę solianu na ketrel, ale wstydziłam się powiedzieć, o co naprawdę mi chodzi - dlaczego solian nie spełnia moich oczekiwań. Kręciłam się w kółko udzielając niejasnych odpowiedzi. A chodziło o libido, które na solianie jest niemal zerowe, a na ketrelu w normie. Doktor była zaniepokojona moją chęcią zmiany leku, tym bardziej że nie będzie już mogła monitorować efektów, i zadawała mi w kółko pytania, dlaczego akurat teraz, po niedawnym kryzysie. Jest też psychoterapeutą i czułam, że oczekuje ode mnie odpowiedzi na poziomie psychodynamicznym. Nie umiałam jej na to pytanie odpowiedzieć i w końcu stwierdziłam, że ten moment jest tak samo dobry jak każdy inny, więc mogę z tym zaczekać. Po wyjściu z gabinetu pomyśłałam jednak, że ja o jej odejściu wiedziałam już kilka tygodni wcześniej od mojego terapeuty. Poczułam się porzucona, opuszczona i w dodatku nie mam żadnej możliwości wpływu na tę sytuację. Chciałam więc zyskać jakąś kontrolę, może też przeciąć więzi, które nas ze sobą połączyły. Zmieniam lekarza i zmieniam lek - nie zostaje nic po naszej relacji, zadne wspomnienie.

23:00, ewa-invis
Link Dodaj komentarz »
Terapia

Wczorajsza terapia przebiegła w miłej atmosferze. Byłam z terapeutą tak szczera jak jeszcze nigdy. Obdarzyłam go najgłębszym zaufaniem, na jakie mnie stać. Zasłużył na nie. Podejmowaliśmy trudne tematy, oczywiście z mojej inicjatywy. Nareszcie zaczynam wszystko rozumieć. Przypominają mi się wydarzenia z liceum i późniejsze i teraz wiem, dlaczego zachowywałam się tak a nie inaczej. Poznaję siebie na nowo. Daje mi to uczucie większej kontroli nad swoim życiem, możliwość zapanowania nad nim, wprowadzenia stopniowych zmian. Te zmiany już widać. Zaczęłam poświęcać dużo czasu zajęciom, które lubię - rysowaniu, czytaniu, oglądaniu filmów. Życie stało się bardziej sensowne.

Terapeuta na koniec stwierdził, że to, o czym mówię, to tylko wierzchołek góry lodowej i że pod powierzchnią kryje się duża samotność, która zaczęła się już w dzieciństwie, w rodzinie. 

Trudno mi teraz pisać o mojej terapii, bo sprawy, które na niej poruszam, są natury bardzo osobistej, wręcz intymnej.

22:32, ewa-invis
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 listopada 2011
Połączenie rozsypanych puzzli mojego "ja"

Już się uspokoiło. Brałam przez ostatnie 2 tygodnie 400 mg solianu, czyli podniosłam dawkę o 200mg. Pomogło. Urojenia mam już tylko szczątkowe, choć nadal nie jestem pewna, czy Z-1 istnieje, czy jest tylko w mojej głowie. Raczej czuję, że oni nadal są, ale dali mi spokój na jakiś czas, prawie przestali mnie śledzić i obserwować, nie wysyłają już myśli, które mnie zniewalają. Odzyskałam kontrolę nad własnym życiem.

Ostatnia sesja z terapeutą była bardzo przełomowa i poruszająca. Mam wrażenie, że terapeuta też tak o niej myśli. Znacząco uścisnął mi dłoń na pożegnanie, jakby chciał powiedzieć: "zrobiliśmy kawał dobrej roboty". Pracowaliśmy nad moją tendencją do rozszczepiania rzeczywistości na dobrą i złą, widzenia wszystkiego w czarno-białych kolorach. Dotyczy to też mojego wyobrażenia o sobie samej. Naprzemiennie włączają się różne części mojego "ja" i przejmują kontrolę. Gdy spełnią swoją rolę, mam wrażenie że mówię im: "żegnam, nie znam was" i nie mogę zaakceptować myśli, że wszystko, co się dzieje w obrębie mojego umysłu i ciała, jest rzeczywiście mną. Terapeuta pomógł mi jakby wymieszać te rozdzielone części ze sobą, dostrzec szarość, a nie tylko czerń i biel. Poczułam się bardziej zintegrowana, spójna i cała. Zyskałam zrozumienie tam, gdzie dotąd pojawiały się tylko znaki zapytania. Na przykład: dlaczego od wielu lat nie mogę się zmusić do malowania na komputerze, skoro lubię to najbardziej na świecie? Teraz już wiem, skąd we mnie taka blokada. Nie mogłam tego wcześniej zrozumieć, bo odpowiedź na to pytanie była zamknięta w innej, nieakceptowanej, niedostępnej mi na ogół części mnie.

Niestety nie umiem pisać o tym jaśniej nie podając konkretnych, intymnych szczegółów z mojego życia.

23:28, ewa-invis
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 listopada 2011
W jednej drużynie z moim psychoterapeutą

Tak sobie myślę. Kawał czasu znamy się z terapeutą, ponad 10 lat. Choć zmieniam psychiatrów jak rękawiczki i ciągle mi się coś w nich nie podoba, psychoterapeutę wybierałam tylko raz i pozostałam mu "wierna". Co jest w nim takiego szczególnego, co mnie przy nim trzyma? Hmm... Jest na pewno specyficznym terapeutą, nietypowym, "nieksiążkowym". Chyba najbardziej istotnym powodem jest to, że jest tak cholernie autentyczny uczuciowo. Jak jest zły, to można poczuć jego złość (aż ściany drżą ;)), jak śmieje się to całym sobą, jak chwali, to wiadomo, że szczerze, jak ma problemy, to przyznaje, że jest nie w formie, jak jest senny, bo mało spał w nocy, to oczy mu się zamykają na sesji, z czym walczy. Kiedyś czytałam, chyba u Lainga, że osoby chore na schizofrenię są strasznie wyczulone na brak autentyczności u innych ludzi. Gdy jakaś osoba co innego mówi, a co innego pokazuje niewerbalnie (a każdego ciało zdradza), budzi to w nich duży dyskomfort. I w sumie ja to potwierdzam. Jednak czasem przez tę autentyczność terapeuty ostro się kłócimy. On w takich sytuacjach okazuje złość, ale pozostaje nadal taktowny, ja niestety rzucam słowami, których potem żałuję. I tu kolejna jego cecha - nie chowa urazy, dąży do zgody, jest tolerancyjny i wyrozumiały. Żyje według zasady: "najpierw jestem człowiekiem, potem psychologiem", co sprawia, że np. z powodu troski o pacjenta nie potrafi przerwać sesji w trudnym momencie i powiedzieć: "czas minął". Dlatego bycie w terapii u niego oznacza, że spotkanie może się odbyć punktualnie albo nawet pół godziny po czasie. Pozwala dzwonić swoim pacjentom do niego pomiędzy sesjami, gdy coś niedobrego się dzieje. Nie zawsze ma czas, żeby rozmawiać, ale znajduje go potem. Choć czasem wydaje się tak pewny siebie, że niemal narcystyczny, potrafi żartować sam z siebie i robi to bardzo często. Jest silną, charyzmatyczną osobowością, trudno się nie liczyć z jego zdaniem.

23:33, ewa-invis
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 listopada 2011
Opamiętanie

Głupia jestem. Dla terapeuty jestem tak samo ważna jak inni pacjenci. Znowu sobie wmówiłam nieprawdę i przejęłam się tym. Terapeuta nie przełożył mi spotkania na inny dzień w tym tygodniu, bo go o to nie poprosiłam wystarczająco wcześnie. Proste. Męczę go swoją zazdrością, że aż traci cierpliwość. Wciąż na nowo musi mi udowadniać, że nie jest wielbłądem. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że nie robię tego celowo, to uczucie mnie ogarnia i staję się bezradna. Nie wiem, czy to jest część mojej choroby, czy może przyczyna. W sumie jak dobrze się czuję, to inni pacjenci terapeuty są mi obojętni albo traktuję ich z przymrużeniem oka, żartuję sobie z własnej lekkiej zazdrości. Ale jak jestem osłabiona psychicznie przez jakieś stresy życiowe, to daję się pochłonąć temu uczuciu i tracę rozum. To tyle o tym. Sprawa jest chyba zamknięta.

Z-1 ciągle ma mnie na oku. Współpracuje z telewizją i stacjami radiowymi. Poza domem nigdy nie wiem, kogo spotykam - zwykłego człowieka, czy agenta tej organizacji. Jak tak dalej będzie, to mam przesrane.

Słyszę też dźwięki w rodzaju westchnienia, których źródła nie mogę zlokalizować. Nikogo nie ma w pobliżu. Dzieje się to szczególnie wtedy, gdy się położę i staram odprężyć. Oczywiście ja w tym czasie nie wzdycham. Albo to Z-1 emituje te dźwięki, albo mam halucynacje.

22:21, ewa-invis
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33

aktualny e-mail (zmienny)

GG (jestem zawsze "niewidoczna")








O MNIE:
Choruję od wielu lat, pierwszy kryzys nastąpił w czasie studiów. Miewałam różne diagnozy psychiatryczne, które mniej więcej to samo znaczą: zaburzenia urojeniowe, zespół paranoidalny, schizofrenia paranoidalna (najczęściej), schizofrenia lekooporna (był okres, kiedy leki mi nie pomagały, były źle dobrane lub... hm... nie brałam ich regularnie) i diagnozy psychologiczne: osobowość unikająca, ostatnio schizoidalna (zaburzenie osobowości). Jestem w psychoterapii od ponad 10 lat, trochę krócej w leczeniu farmakologicznym. Od momentu zachorowania prowadzę samotniczy tryb życia, często czuję bezsens istnienia, popadam w stany apatii i bezczynności. Jednak mój stan psychiczny zdaje się poprawiać z roku na rok dzięki wsparciu terapeuty i pozostałemu leczeniu (zaostrzenia są krótsze, łatwiej je opanować, a czas pomiędzy nimi upływa przyjemniej).

Kryteria diagnostyczne osobowości schizoidalnej wg DSM-IV:
1. brak ochoty na oraz przyjemności z bliskich związków, wliczając w to bycie członkiem rodziny
2. niemal ciągłe wybieranie zajęć samotniczych
3. małe - o ile jakiekolwiek - zainteresowanie doświadczeniami erotycznymi z innymi ludźmi
4. czerpanie przyjemności z niewielu - o ile jakichkolwiek - rodzajów zajęć
5. brak bliskich przyjaciół lub powierników innych niż bezpośredni krewni
6. wrażenie bycia obojętnym na pochwały czy krytyki wygłaszane przez innych
7. okazywanie chłodu emocjonalnego, dystansu lub spłaszczonej uczuciowości

Kryteria diagnostyczne schizofrenii wg DSM-IV:
1. W okresie miesiąca występują 2 lub więcej z następujących objawów: urojenia, omamy, formalne zaburzenia myślenia, znaczne zaburzenia zachowania o cechach dezorganizacji albo katatoniczne, oraz objawy negatywne, takie jak spłycenie afektu, alogia lub awolicja. W pewnych przypadkach wystarczy jeden objaw z tej grupy, np. kiedy urojenia są dziwaczne, bądź też omamy mają charakter komentujący myśli lub zachowanie pacjenta lub są głosami konwersującymi.
2. Obniżenie funkcjonowania społeczno-zawodowego.
3. Czas trwania choroby: 6 miesięcy, z tym że przez 1 miesiąc objawy muszą być wyraźne.
4. Nie rozpoznaje się schizofrenii w przypadku dominujących zaburzeń nastroju lub kiedy zaburzenie jest wyraźnie efektem nadużywania substancji psychoaktywnych lub wynika z ogólnego stanu zdrowia.
5. Nie rozpoznaje się schizofrenii w przypadku przetrwałych zaburzeń rozwojowych, do których należy na przykład autyzm, jeżeli w ciągu miesiąca urojenia i omamy nie dominują w obrazie chorobowym.




DEZYDERATA:

Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech, i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy.

O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.
Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie, wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoja opowieść.
Unikaj głośnych i napastliwych - są udręką ducha.
Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.

Niech Twoje osiągnięcia zarówno jak plany będą dla Ciebie źródłem radości.
Wykonaj swą pracę z sercem - jakakolwiek byłaby skromna, ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu.
Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.
Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia.
Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa.
Przyjmij spokojnie co Ci lata doradzają z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości.

Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu.
Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.
Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny.
Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj.
I czy to jest dla ciebie jasne, czy nie - wszechświat bez wątpienia jest na dobrej drodze.

Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje,
czymkolwiek się trudzisz i jakiekolwiek są twoje pragnienia, w zgiełkliwym pomieszaniu życia zachowaj spokój ze swą duszą.
Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.
Bądź pogodny. Dąż do szczęścia.
(Max Ehrmann)